|
|
|
Nexus 1. Opowiadania, wiersze, eseje
|
Wujo
|
|
drzewo w parku Nazywam wujo grube dębowe gałęzie liście spadające jesienią czas odmierza wujo jego pień niezrozumiały szum jego czasem domyślam się jego myśli czasu minionego w odnogach korzenia wyczekuje wujowego głosu nade mną wujo widział niejedno ja tylko część jego liści |
|
|
|
|
Drzewo
|
|
Przed moim oknem Zwaliło się drzewo Umarło w bezwietrzną noc Przygniotło krzewy Zwaliło płot Było jeszcze niezbyt stare Jak na drzewo. Tylko chore, spróchniało od środka Upadło nie budząc nikogo Wybrało pustą ulicę By nie skrzywdzić życia. Ja także chce tak umrzeć By nikt nie płakał Ale bym był dobrym wspomnieniem Ja będę wspominał to drzewo Może ktoś i wspomni mnie Pewnie jesienią posadzą nowe Ja także pragnę mieć coś Co będzie po mnie Jakiś skrawek dobrego imienia Czuły pocałunek Obok moich wierszy Może jeszcze pamięć Raz na jakiś czas Pewnie będzie zupełnie inaczej Ja już nie wyrosnę A wspomnienia zarośnie bluszcz Czas zatrze mój ślad Moje istnienie pójdzie w niepamięć. |
|
|
|
|
Kim Jestem?
|
|
Jestem zboczem łagodnym Lasem i studnią zmian Muzyką kosmosu Ani lepszy ani gorszy Od tych co wokoło Czasami się śmieję Rzadziej płaczę Może mocniej kocham Jakim jestem? Nieskomplikowanym odpryskiem Rozbitego szkła Biorący cząstki Szczęścia i nieszczęść Świata gdzie bytuję Może chwilami groteskowy Odrzucany i kochany Jestem ogniwem Kawałkiem ulepionej gliny Mrokiem i jasnością Królem i błaznem zarazem Czasami poetą Nie sprowadzam na złą drogę Jestem sobą I nikim więcej.
|
|
|
|
|
Przystanek
|
|
Na małej stacyjce Zatrzymał się pociąg Pełen myśli Poukładanych I tych pełnych chaosu Wysiadły pełne obaw Niepewne swego losu Bez pewności siebie Obce sobie i bliskie Niektóre zatroskane Nic nie mówiły Zapatrzone w losy Zawiłe dzieje świata W czas i nadzieję Nie ma ich kto przyjąć Więc wybierają czarny dym Z komina parowozu Z nim ulecą do nieba A tam biały pan Ułoży je w deszczowych chmurach Potem popłyną Z wiatrem w dal Zapełnią świat Nowymi odpowiedziami Na życie |
|
|
|
|
***
|
|
Nocami Zapalam lampkę Minionego dnia Przewijam taśmę Moich zachowań Tego co bezpowrotnie Przeminęło. Tylko czasami spełniony Cicho się uśmiecham Robię bilans Dobra i zła Sprawdzam swoją szansę W codziennej loterii A gdzieś obok czas I tak na nowo tworzy chaos Jutrzejszego dnia. |
|
|
|
|
Wieczorne Zapatrzenie
|
|
Jak czuje się garnek Z wodą na ognisku Tego nie wiem Wpatrując się w płomień Wieczornego odprężenia Dorzucam suchych gałęzi By utrzymać jasność i żar I rozmyślam O liściach jesiennych Pędach żołędzia O człowieku z piłą I jego dzieciach Którym drzewo dało Ołówek do szkolnego piórnika Nie wiem, co czuje rozpalony spód Ja w tej chwili Pobieram energię Ponaglam siebie alkoholem Do jeszcze jednego wysiłku Zrozumienia świata. |
|
|
|
|
Obraz Dnia
|
|
Kiedy się budzimy Jesteśmy Dzbankiem gorącej kawy Dla nabrania sił W południe Nie gazowana wodą Dla ochłody Wieczorem Kieliszkiem alkoholu Dla zabicia czasu Nocą Wielobarwnym płynem Bez smaku i zapachu I czekaniem na zgiełk Na krzyk Na obraz Na odejście Nieprawdziwego świata... |
|
|
|
|
Drwale Słów
|
|
Drwale to dzielni ludzie Dzierżą w dłoniach Wielkie topory Ja pieszczę słowo To moja siła I ptak wody spragniony Przywołuję los Życiem odmieniony Chwile zamknięte i zapomniane Nie męczę dłoni Nie spływam potem Ja pieszczę życie Nie obsypuję Piaskiem złotym A jednak przychodzi Raduje serce Czym jest me szczęście? To ptak wędrowny Krajobraz wiosną malowany Magiczny zbiór Ty i Ja na gwiaździstym Niebie... |
|
|
|
|
Dusza Poety
|
|
Czasami Poeta ma dusze rozdartą Na strzępy własnych Nie poukładanych, chaotycznych Zakropionych alkoholem myśli Szukając swego natchnienia Dotyka brudnych kobiet Pije tanie wino Mówi wulgarnie do kochanki Przeistacza się w bestię Lub słodkiego anioła Aby wyrazić prawdę Szuka jej tam gdzie znaleźć Niczego nie sposób Czasami poeta nie jest człowiekiem Może raczej szuka go Gdzie znaleźć można tylko ból Czasami mu się wydaje Że cokolwiek znajduje Ale to miraż Codziennego poranka Kiedy szuka dłońmi Pełnej butelki zapomnienia
|
|
|
|
|
Sposób na Zapomnienie
|
|
Zasypiam Bo inaczej nie potrafię Uciec od życia Zamknę oczy i poproszę noc By ciemnością mnie oblekła Zasypiam Po dawce alkoholu Wypitej naprędce W zadymionym pokoju Przechylę kieliszek prawdy Ostry, wykrzywi moje usta Nie popiję colą Sen też musi mieć Swoje uzasadnienie Potem zapomnę Przeczekam czas Jak dobrze zniknąć W objęciach gwiazd Nie potrzebne słowa Zostają tylko myśli I cisza. |
|
|
|
|
|