|
|
|
Nexus 1. Opowiadania, wiersze, eseje
|
***
|
|
Księżyc Zapalił lampkę Na ścianie Rozpłynęło się Lustrzane złoto Pozostało mi jeszcze Wysłuchanie Koncertu nad wodą A potem pójdę Za głosem marzeń I trochę Się zabawię Pełen równowagi Przeleję przez ręce Moce tajemne Co po tamtej stronie Dają spokój, odprężenie Nad ranem powrócę I słońce Moje myśli pochłoną. |
|
|
|
|
Samotnia
|
|
Przyszła do mnie samotnia Wyciągnęła dłonie Odejdź mówię Do lasu Lub na pustynie I zapuść tam Korzenie Nie czas mi Uciekać w senne zamyślenie Lubię letni zgiełk Poranny niepokój I to że ktoś W otchłań Mnie zrzuca Bo wiem gdzie Moje miejsce A w niebo i tak Wysoko się wzbiję |
|
|
|
|
Latarnik
|
|
Na ulicach Zapalił Znicz nocy Przemknął Niezauważalnie Latarnik Z codzienną Litanią światła A ja zbieram Chwile minione W rozwarte dłonie Zapachy, oddechy Słowa zbyt warte By je zostawić I kładę Do butonierki Wspomnień Przy otwartym Na oścież sercu Jak dobrze Jest ciebie Nie zapomnieć |
|
|
|
|
Postawcie pomniki ludobójcom
|
|
Zawczasu Postawcie pomniki sprawcą przyszłych wojen wynalazcą nowych Bombowców i karabinów Które szybciej zabijają Postawcie monument Terrorystą Samobójcom I ludobójcom Niech i dla nich Zaklaszczą ręce Ustawcie tabliczkę „Tutaj jest koniec świata” Może ktoś Przez przypadek ocaleje |
|
|
|
|
Nocne światło
|
|
Nocne światło Spadło Na Twoje ciało Odbiło Urok Twój Byłem w pobliżu Poraziło mnie Nieskrępowanie Twoje Przymknąłem powieki Ciepło, blask Twoje pędzące Ku mnie oczy Powędrowałem Z Tobą Ku niebu… |
|
|
|
|
Zawsze jest jutro
|
|
Zawsze jest jutro nieoczekiwane przedziwne Cisza, śmiech Jasność, ciemność Coś za zakrętem Jakaś inność Złota waza Lub bicz na plecach Twoja przyszłość W czasie przyszłym Tam gdzie będziesz I jeszcze cię nie ma Czeka raj lub piekło Tu lub tam gdzie czasu już nie ma. |
|
|
|
|
Ulica Niepewna
|
|
Stojąc na skrzyżowaniu Ulicy niepewnej Widzę karetkę na sygnale Wóz strażacki Kondukt żałobny I orszak weselny Gdzieś wśród nich Jest i mój los Czekam tylko Aż ktoś się zatrzyma I zaprosi mnie Na randkę z przeznaczeniem Milczącym uśmiechem Lub płaczem Lub czymś innym I zapyta Czy już wiem Dokąd podążam? |
|
|
|
|
Hodowca pająków
|
|
Mam w domu czarne pająki Spoglądam na nie Gdy nie czuje strachu Jeśli pęknie i sczernieje niebo Zaszyją mi jego skrawek Powietrze nie uleci Zostanie jeszcze dla mnie Trochę życiodajnego tlenu Kilka istotnych dla mnie chwil Potem otworze okno Położę się w cieniu Dobrze, że wczoraj Złapałem kilka myszy Pająki nie są głodne Przejdą po mnie Przeżyję nawet „Delirium tremens” Wyzwolę dusze i ciało Poczekam Aż niebo nade mną Stanie się na powrót Błękitne. |
|
|
|
|
Niebieski Pan
|
|
Odbiję się kiedyś wysoko Na trampolinie myśli I zapukam do drzwi nieba Zapytam o drogę Do zrozumienia Niezrozumiałych poczynań świata Niebieski ojciec może Będzie w dobrym humorze Nie mówiąc niczego Odpuści mi winy Pozwoli wrócić Do zaniedbanych Porzuconych spraw Może tylko pogrozi palcem Na pożegnanie. A ja Napisze jeszcze jeden wiersz Odkurzę miłość Pozwolę sobie na kolejny Zwariowany uśmiech Dlaczego nie Nie muszę być taki jak inni Deptać te same ścieżki Po swojemu przeżyję świat Zjem z czarnej ziemi Kawałek życia I dojdę gdzie trzeba W mój malowany gwiazdami Kawałek nieba. |
|
|
|
|
Poszukiwania Wędrownego Ptaka
|
|
Wracaj, mój ptaku wędrowny Uciekaj Ty zmoro szara Nie potrzebna mi ciemność Tylko słońce i kwiaty Musi być tak Jak w sercu napiszę. Wymyśle, stworzę ten świat Nie ma inaczej Nie ma bez Ciebie Nie ma przecież rozpaczy Przywołam anioły Te, co najwięcej mogą Uklęknę i zawołam Dajcie jej siłę i uśmiech Potem schowam się Odejdę, nie będę cierpieniem Gdzieś tam poczekam Z daleka popatrzę Gdy znów spotkam nie ominę Pocałuję, przytulę Już nigdy nie opuszczę. |
|
|
|
|
Panie Mój
|
|
Panie jasny co świecisz Światełka wysyłasz Gasisz płomienie Zapalasz ogniki Dmuchasz w niepokorne Dusze ludzkie Mrokiem i jasnością Wybaczeniem i powołaniem Jestem twoim dłużnikiem Czekam z wolna Na rachunek życia Panie może jeszcze Na krótką chwilę Udziel mi kredytu Boskiego stanu przebaczenia Zapłacę ci miłością Panie Spójrz na te drzewa Stoję pod nimi Modle się. |
|
|
|
|
***
|
|
Dla mnie poezja To wieżowiec bez windy Kilkadziesiąt pięter Betonowych stopni Korytarze puste I pełne rozproszonych Porzuconych słów To chłód i cisza Samotność i ciemność Czasami przystaje Przed oknem bez szyb Przez które ucieka prawda Złożona z wykrzykników Boję się jej I karmię nią Jak gorącym Czekoladowym budyniem Potem klęcząc Zbieram niczym kloszard Niepotrzebne innym myśli Nalepiam na puste ściany Dostarczam sobie wrażeń Przed dotarciem Na ostatnie piętro.
|
|
|
|
|
|