|
|
|
Nexus 1. Opowiadania, wiersze, eseje
|
Halo
|
|
Halo? czy ktoś mnie słyszy? Chcę nadać wiadomość o stanie Moich myśli przeżyciach bez puenty. I tym że jestem kamieniem na pustyni. I o tym, że już jesień a ja wciąż wspominam lato. O drodze nie zawsze pełnej wiśni. Doznaniu czarów, chwili w raju. Co za mną co czeka na mnie, uwielbieniu, zakochaniu. kolejnych nadziejach zatroskaniu… Halo! Mam już dosyć porannego płaczu. Może lepiej na zawsze zasnąć? |
|
|
|
|
Na przystani
|
|
Jestem prawie sam Na przystani Są tylko kruk Jego Pani Dwie mewy nad wodą I królik pod krzakami. Lubię ten nastrój Gdy nikt mnie Nie goni Tylko siedzę Słucham I czytam poezje. Świat mieści Mi się w dłoni Trochę rozleniwiony Przymykam oczy Zostanę Tu trochę jeszcze Odpocznę I pogawędzę Z Panem krukiem królikiem I mewami. |
|
|
|
|
Pytanie
|
|
Nie umiem zgadnąć Kto dzisiaj przyjdzie do mnie Czy coś Mnie uraduje zjawi się Aisha I ukoi Życie moje A może jestem Niepoprawnym optymistą jaki będzie finał bez początku? Nie wiem czy dzisiaj zasnę szczęśliwy czy z mokrą chusteczką ale jutro i tak zasadzę kwiaty i znajdę to miasto z ludźmi którzy o nic o mnie nie wiedzą. |
|
|
|
|
Na pewno
|
|
Na pewno Zrobię jeszcze Wiele dobrego Na pewno Zasadzę jakieś drzewo Uśmiech wywołam Na twarzy wytartej Chusteczką Na pewno kochał będę Z całych sił Nie ominę Na chodniku Leżącego Na pewno nie będę Alfą i omegą Ale jakoś inaczej Się zaznaczę Na pewno wrócę I zjem chleb Ze smalcem |
|
|
|
|
Światło
|
|
Kim jestem Dla ciebie Poranne światło? Nexusem, tarczą Zakładnikiem czasu? polnym kamieniem Na drodze Twoją poświatą zachmurzeniem? A może celem Samym w sobie? Kim jestem? pałąkiem którego się trzymasz? Czy dla pereł Twoich Żelaznym mostem? Kim jestem? Igrającym z życiem rycerzem w papierowej zbroi? A może Twoim odbiciem Światło? |
|
|
|
|
Drzewo
|
|
drzewo dlaczego na tobie wachlarz wspomnień Zakołysz na wietrze Wypuść wreszcie listowie Spójrz Na niebie słońce U stóp twoich kwiaty Obudź się proszę a ja strząsnę z ciebie zamyślenie Już czas Byś zaczęło Czerpać Z ziemi soki A ty śpisz I nie chcesz Wyglądać Przystojnie |
|
|
|
|
Cisza
|
|
Ustanawiam wolność ciszy spokoju duszy I sumienia posłuchajmy tylko Szumu spadających liści I ptaków co nie muszą Już głosu nadwyrężać Zamknijmy ulice Zasadźmy drzewa Niech korzenie rozsadzą Brzydotę człowieka Bluszcz porośnie domy Strumienie wyżłobią głębsze koryta A my niczym dzicy Przy ognisku Poczytamy Zapomniany poemat. |
|
|
|
|
***
|
|
Lubię, gdy poezja Uwalnia mnie od szarości. Gdy pochłania mnie jej głębia. To nie są chwile puste tylko sala koncertowa nastrój brzmiąca wiolonczela.
Pełen skupienia przewracam białe kartki gdy samotność się nasila. Przy niej zasypiam i budzę się roześmiany. W inny sposób świat wokół zmieniam od tych co marszczą czoła i mówią że poezji w życiu nie ma. |
|
|
|
|
Poeta to Twór Niesprawiedliwy
|
|
Poeta to twór niesprawiedliwy Złożony z nieprzeniknionej bryły którego rymy i metafory jak kotwica na dno rzucone zaklinają słowo w kształt niewiadomy. Próbujemy niemrawo zgadnąć Czy mówi o kobiecie? Czy tumanach piasku na ulicy? Poeta to twór niepożądany Wymyślający język Podobny do chińszczyzny. Chowający się za słowa Mur nie przebyty Jak dawka silnej narkozy Tumani, zniewala Coś zawsze po sobie zostawia. Poeta to twór życzliwy Idący za rękę Z wyobraźnią Z nią jego życie podwójnie się liczy Wskazówki wolniej się przesuwają Żyje naprawdę, trochę na niby Niewiele od życia żądając. Poeta to twór niedoskonały bezksiężycowy, czasem krzykliwy Czy jego ojcem i matką Zeus i Mnemosyne? A może to ktoś taki Co daje innym tyle Czego w sobie ma zbyt mało. |
|
|
|
|
Czy Bóg Lubi Poezję?
|
|
Wykupię sobie Liryczny dostęp do nieba Moją ostatnią wieczerzę Na firmamencie nieba. Może kilka rymowanek zbliży mnie do łaski Pana i to że nie byłem dziesięciorgiem przykazań nie zamknie drogi do raju. Wyrecytuję Bogu grzechy, może ON kocha poezję i weźmie pod uwagę moje słowa? I chociaż, Jestem Jak marcowa pogoda spróbuję z piórem wejść do nieba. Może to co napisałem spodoba się Bogu? |
|
|
|
|
Obraz
|
|
Czasami nie wiem O co ludziom chodzi Ktoś chce postawić łóżko W alei pełnej drzew Szum samochodów wdziera się W moje zmysły Rowerowa kobieta Otarła się o młody kasztan Jakby chciała podeprzeć nim Swoją starość A wieczorami i tak Latają nad drzewami nietoperze I wydzierają ludziom z głowy Lęki i strach Ale ten poranek Skąpany w słońcu Ma i swoje dramaty Ambulans w ciszy pod oknem Zjawia się jak nieproszony gość Troje na biało ubranych ludzi I torby pełne ostatnich ratunków Chyba nikt nie umarł dzisiaj Szkoda by było dnia I te młode dziewczyny Zaciekawione czyjąś niedolą Oglądają jak toczy się wózek Zabrali kogoś Może kiedyś zabiorą i mnie Nie ważne teraz stanie się ważne jutro Ambulans i ciekawość Dzisiaj mnie nie dotyczy Nawet wieczorne nietoperze Nie skłonią mnie bym Nie myślał o Tobie. |
|
|
|
|
Moje Wiersze
|
|
Moje wiersze idą drogą Stukają dumnie słowami O betonowy czas Zalany słońcem piasek Grzęzną w błocie Potykają się o kamienie Czasami w sobie Znajdują coś Co każe im zawołać Na cały świat „Odkryłem muzykę chwili!” Świat im nie ciąży Są placem budowy Piaskiem, cementem i wodą Mieszam ich zawartość Szukam proporcji Za sobą już mam Stwardniały czas Popękaną prostą Siebie po I siebie przed Czyimś odkryciem Do widzenia moi mili Teraz piszę i żyję. |
|
|
|
|
Historio
|
|
Nie komplikuj życia historio Jesteś porannym pytaniem Wieczorną moją odpowiedzią Przelewasz czas przez gęste sito Zostawiasz na dnie gęsty osad Tłuczesz szklane życie Na miliony nie mających sił Kawałków mnie historio Oszczędź moją miłość Wystrzel mnie w nieboskłon Szafirowego szczęścia Gdzieś na drodze jest czas Zapisany tylko Moim i jej imieniem historio Każdego dnia czekam Aż zauważysz mnie Zobacz Jestem tutaj I nigdzie się nie wybieram..
|
|
|
|
|
Majowa wiosna
|
|
Cóż mi powiesz wiosno majowa Jaką otoczysz mnie rzeką z którym wiatrem przyniesiesz Mi moje drzewo Tą brzozową białą pani Lub lipowy gorący napar Wiesz Lubię sypiąc pod kasztanem Zbierać nasiona i liście Układać z nich zielnik Potem turlać się bez pamięci W pachnącej jaśminem i miętą Samotni przyjemności Ty pani wciąż młoda A we mnie Nie wyrosłe jeszcze Nie dojrzałe drzewo Jestem wciąż nie zbudzonym Zielonym żołędziem Pomóż mi wrosnąć w ziemię Pozwól poznać Jasność i ciemność.
|
|
|
|
|
|